Udostępnianie plików w Internecie (z serii “you’re doing it wrong”)

 

Kilka dni temu Sąd Ochrony Kon­ku­ren­cji i Kon­su­men­tów uznał za nie­do­zwo­lone posta­no­wie­nie, które czę­sto można było prze­czy­tać w szat­niach, a mia­no­wi­cie: „Nie pono­simy odpo­wie­dzial­no­ści za rze­czy pozo­sta­wione w szat­niach i szaf­kach”. Pre­zes UOKIK bar­dzo słusz­nie uznał, że wywie­sze­nie ogło­sze­nia o takiej tre­ści jest nie­zgodne z pra­wem, a ponadto nie zwal­nia przed­się­biorcy z odpo­wie­dzial­no­ści za pozo­sta­wione przed­mioty. Zgod­nie z pra­wem, z chwilą odda­nia do szatni rze­czy docho­dzi do zawar­cia umowy prze­cho­wa­nia i pod­miot pro­wa­dzący szat­nie zobo­wią­zuje się do zacho­wa­nia w sta­nie nie­na­ru­szo­nym przed­mio­tów odda­nych na przechowanie.

Pierw­sze moje sko­ja­rze­nie z powyż­szą sprawą to słynny dia­log z filmu „Miś”, w któ­rym uprzejmy szat­niarz oznajmia:

- „Nie mamy pań­skiego płasz­cza i co nam pan zrobi?” „Cham się uprze i mu daj. A skąd wezmę, jak nie mam?” „Tu pisze, niech pan se prze­czyta: „Za gar­de­robę i rze­czy zosta­wione w szatni szat­niarz nie odpowiada”.

Dru­gim popu­lar­nym hasłem, uży­wa­nym naj­czę­ściej w pie­kar­niach było: „towar dotknięty uważa się za kupiony”, choć widzia­łem w jed­nym z kie­lec­kich skle­pów odzie­żo­wych jego waria­cję: „towar ubru­dzony uważa się za kupiony”.

Czy ma to jed­nak jakiś zwią­zek z pra­wem nowych tech­no­lo­gii? Wbrew pozo­rom może mieć – tu rów­nież ludzie wymy­ślają magiczne hasła, które w ich zamy­śle mają uchro­nić ich od odpo­wie­dzial­no­ści za udo­stęp­nia­nie pli­ków w Inter­ne­cie. Przy­kład? Naj­bar­dziej popu­larny tekst w pol­skim Inter­ne­cie (w wer­sji dla chomikuj.pl):

„Zgod­nie z pol­skim pra­wem ścią­gnięte pliki posia­da­jące prawa autor­skie można prze­cho­wy­wać na dysku przez 24h. Admi­ni­stra­tor tego cho­mika nie odpo­wiada za znaj­du­jące się tu pliki. Jeśli chcesz pobrać pliki musisz po 24h (od momentu pobra­nia ich na dysk) ska­so­wać je ze swo­jego kom­pu­tera! Pliki są tu umiesz­czone w celach edu­ka­cyj­nych i promocyjnych.”

Choć powyż­szy tekst brzmi cie­ka­wie, nie ma w „pol­skim pra­wie” prze­pi­sów, które mówią o prze­cho­wy­wa­niu pli­ków przez 24 godziny. Ode­sła­nie do „celów edu­ka­cyj­nych” może wska­zy­wać, że autor tego tek­stu miał na myśli tzw. „dozwo­lony uży­tek” ure­gu­lo­wany w art. 23 – 35 ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o pra­wie autor­skim i pra­wach pokrew­nych. Podob­nie jed­nak, jak w przy­padku szat­nia­rza, samo oświad­cze­nie, że ktoś nie odpo­wiada za naru­sze­nie praw osób trze­cich nie pomoże w unik­nię­ciu odpo­wie­dzial­no­ści. Szcze­gól­nie rygo­ry­styczne są tu prze­pisy doty­czące pro­gra­mów kom­pu­te­ro­wych, a w grę może wcho­dzić nawet odpo­wie­dzial­ność karna. Taki tekst nie ma więc zna­cze­nia dla ewen­tu­al­nej odpo­wie­dzial­no­ści prawnej.

Na zakoń­cze­nie jesz­cze jedna perełka, tekst, który można było kie­dyś czę­sto spo­tkać na stro­nach udo­stęp­nia­ją­cych pliki:

„Jeżeli jesteś zwią­zany w jaki­kol­wiek spo­sób z jakąś orga­ni­za­cją rzą­dową do walki z pirac­twem kom­pu­te­ro­wym lub jaką­kol­wiek inną grupą speł­nia­jącą tę funk­cję lub jeśli jesteś pra­cow­ni­kiem tych grup nie możesz ścią­gać żad­nych pli­ków z tej strony. Jeśli pobie­rzesz jakiś plik zła­miesz mię­dzy­na­ro­dowe prawo do pry­wat­no­ści (Inter­net Pri­vacy Act pod­pi­sany w 1995) co będzie zna­czyło, że nie możesz rościć praw do uka­ra­nia firm (ser­we­rów), na któ­rych prze­trzy­my­wane są pliki. Nie możesz także sądow­nie oskar­żać żad­nej osoby zwią­za­nej z tą stroną, włą­cza­jąc w to rodzinę, przy­ja­ciół auto­rów strony oraz wszyst­kich, któ­rzy tę stronę inter­ne­tową odwiedzają.”

Co cie­kawe tekst ten docze­kał się osob­nej notki w Wiki­pe­dii.

Jego autor wydaje się odwo­ły­wać do zna­nej w ame­ry­kań­skim pra­wie dowo­do­wym teo­rii „owo­ców zatru­tego drzewa”, a więc zakazu wyko­rzy­sta­nia w postę­po­wa­niu sądo­wym dowo­dów uzy­ska­nych w spo­sób sprzeczny z pra­wem. Jed­nak akt prawny, który powo­łano w tre­ści tek­stu nie ist­nieje. Ponadto, powo­ły­wa­nie się na prawo do pry­wat­no­ści w ten spo­sób jest dość kurio­zalne. Brzmi to tak jakby na drzwiach garażu umie­ścić notkę zaka­zu­jącą wstępu poli­cji, pomimo że w garażu prze­cho­wu­jemy skra­dzione samo­chody. Komen­tarz zbędny.

Warto więc uświa­do­mić sobie, że żadne oświad­cze­nia i powo­ły­wa­nie się na wymy­ślone akty prawne nie uchro­nią nas od odpo­wie­dzial­no­ści, np. za naru­sze­nie praw autor­skich, któ­rych ochrona jest w pol­skim pra­wie bar­dzo rygo­ry­styczna (samo naru­sze­nie bez potrzeby wyka­zy­wa­nia winy jest wystar­cza­jące do uzna­nia odpowiedzialności).